Pokazywanie postów oznaczonych etykietą umieranie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą umieranie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 grudnia 2011

Dialog piętnasty...


Dzisiaj Joasia ścisnęła moją rękę, mocno...Wydawało mi się, że nie chce mnie puścić .... Nie wiem cokolwiek widzi, czy mnie poznaje...  To już tylko „ciało”....  Ale chyba czuje i słyszy... Modlę się, by dołączyła już do Aniołków.... Tam jest kraina szczęśliwości.... Zasłużyła na to!
Marysiu! nie pozwalam Ci mówić, że to już tylko ciało!
Ale to jest prawda....!
Nie! Póki jest tu, jest człowiekiem! Ma ciało i duszę.
Ale ja nie mam kontaktu z jej duszą, głaszczę tylko jej ciało!
Dusza nie zawsze może się kontaktować....... Ciało jest czasem jej wielkim więzieniem. Dobrze, że umiesz pogodzić się z jej ewentualnym odejściem..., a właściwie przejściem do innego wymiaru.  Wiesz..., Asia  po przejściu będzie mogła więcej dla siebie i dla Ciebie. A potem...., kiedyś się spotkacie.. Ale... może uda się jej wyjść z tego stanu? Nie ma takiej szansy, Maryniu?
Nie ma.... Jeśli przeżyje, to tylko w formie wegetatywnej..... Hospicjum, trwanie i czekanie....
Nie umiem tego pojąć...
Ja też.... Pytać się Boga, jaki w tym cel?
Pytaj, masz prawo zrozumieć, dowiedzieć się czegoś...
I powie mi to co ostatnio.... Opuść dziecię swoje?
Możesz pytać Boga o różne problemy. Pytaj, aż zrozumiesz.
Trudno rozumieć, kiedy jestem jak „odmóżdżona”....
Niektórzy mawiają, że Biblia, Słowo Boże ich krzepi, dodaje sensu życia, nadziei.
Ja już nie mam nadziei....
Ależ masz! Nawet jeśli Asia odejdzie, to będzie z Tobą duszą. I potem się spotkacie. Pamiętaj, że tylko jej ciało jest ograniczone i mózg. Dusza ma podobny potencjał jak innych..., np. geniuszy.

Dialog czternasty....


Od dwóch dni Joasia jest wydolna oddechowo i przeniesiono ją na Neurologię. Leży jak roślinka wśród plątaniny kabli..... Kiedy przyszłam dziś popołudniu - dusiła się.... Natychmiast zawołałam lekarza, wezwano też lekarzy z OIOM-u i rozpoczęła się reanimacja..... Stałam z boku i widziałam wsio..... Łzy wielkości grochu spadały na podłogę.....
Kiedy chwyciła oddech zaczęto masaż serca......  Zapomniano w tym wszystkim wyprosić mnie standardowo z pokoju..... Dopiero po wszystkim, kiedy podłączano aparaturę wyproszono mnie.....

Muszę się liczyć z tym, że tej walki Asia nie wygra..... Jeśli przeżyje będzie wegetować jak „warzywko”..... Nigdy nie wróci do domu.....! Nie przemówi, nie zje ulubionej jajecznicy, nie zaśpiewa i nie zatańczy, nie wsiądzie na konia i nie popływa..... Łóżko i aparatura.... sondy i ssaki..... To będzie Jej życie, a raczej trwanie....

A ja...................... Ja już nie mam sił........

Boże! Współczuję Tobie..... to ogromny lęk... Maryniu..., przytulam Cię serdecznie. Masz straszny czas....  Wiem, że bywa tak, że jest reanimacja i potem........... udaje się uratować kogoś... i zdrowieje.
Ale... może być i inaczej....... Jeśli naprawdę ma być tak, że Asia byłaby jak roślinka.........., to może Ona sama zdecydowała, że...... nie chce tak? Ja wierzę, że teraz... Ona może podjąć decyzję... Może Ona chce już wypocząć......? A może walczy.......?
Ech, nawet nie wiem... jak Ci pomóc.......... Żadne słowo nie ma wartości... Ty cierpisz...... ogromnie....

Cierpię.... Nawet nie wiesz, jak ogromnie....
To nieuniknione - stan terminalny..... Tydzień? Miesiąc? Więcej? Ile przetrwa ta „roślinka”?
Choć człowiekiem była mi zawsze! WIELKIM!, to modlę się już o łaskę śmierci dla niej. Łagodnej i bez cierpienia.... Była mi darem, którego wymiar teraz dopiero doceniam... Mimo choroby, niepełnosprawności, Joasia była dla mnie ZAWSZE kimś wyjątkowym! Czasem jej wręcz zazdrościłam..... tego luksusu „brania” życia.... Miała wszystko, co tylko zachciała! Kochałam, kocham i będę Ją kochać.....


środa, 14 grudnia 2011

Dialog trzynasty...


Totalna niemoc...
Musisz czuć się koszmarnie....
Stan terminalny..... TO mówi wszystko....! Jeśli Joasia cudem przeżyje, to będzie tylko CIAŁEM!
To zdanie lekarzy?
To fakt! FIZYCZNY! Joasia NIDGY nie będzie mówić, oddychać samodzielnie, jeść, nie mówiąc o poruszaniu się!
Czy lekarze uważają, że nie ma szans by podjęła oddychanie?
W tym przypadku nie ma hipotez! Są fakty nieodwracalnego uszkodzenia mózgu i sepsy, która ją zabija. Lekarze uważają, że ACP nie ma potrzeby podawać.
Skazali ją bez próby?
Dołączyły się też nowe szczepy bakterii szpitalnych, tak samo nie-leczalne, jak MRSA.

Ja już nie mam sił..... Ja po prostu trwam...., egzystuję.... jak automat....
I obyś potem nie padła...
Jak padnę, to będę się czołgać......
To niepotrzebne. Musisz dbać o siebie.
Najgorsze jest to, że zaczynam tracić pamięć..... Czasem krążę po osiedlu, by znaleźć samochód..... W domu przewracam się o bałagan. Nic mi się nie chce, czasem nawet wykąpać.... Jedzenie...., nie mam sił by myśleć o jedzeniu i jakichś zakupach. Po prostu.... trwam.... Najlepiej by było, gdyby mnie też uśpili, i obudzili jak już będzie po wszystkim...
Jesteś w depresji..
Zdecydowanie TAK!
Martwię się o Ciebie. Dla jakiejś równowagi znajdź sobie oazę...
Wszystko, co miłe, mnie teraz mierzi..... Potrzebuję ukojenia, którego chyba nikt i nic nie jest w stanie mi dać....
Więc o czymkolwiek..., by nie myśleć o tym, co najbardziej boli.
Ja mam pustą głowę!  Nie wiem, o czym można myśleć!

Dialog dwunasty...


Joasia podjęła próbę samodzielnego oddychania!!! Jak wytrwa dalej, to odłączą respirator! Cieszę się okrutnie, jednak radość przysłania wizja Jej egzystencji jako „warzywka”.....
Mam doła....., potężnego..... I chyba jestem u kresu sił.... 
Dwa dni miałam skrzydła u ramion..., dziś z hukiem opadły... Wszystko pękło! Jesteśmy w punkcie wyjścia..... znowuuuuuuu! Już nie mam sił... Sepsa ją zabija!
Niebo granatowe tylko widzę... Ja umieram, razem z nią.............. Dziś od dłuższego czasu poleciały mi łzy........... tyle ich wypłakałam, że oczodoły były suche..... 

Co się działo? Asia oddychała sama?

Asia zaczęła sama oddychać, odłączyli respirator i przenieśli na Neurologię. Była raptem dwa dni. Dziś do południa było tak jak wczoraj, nawet już sama jadła! Wyrwała sobie sondę, więc poprosiłam, żeby spróbować ją karmić. No i jadła kaszkę, piła wodę, a wczoraj nawet wsunęła żarłocznie banana! Prawie wyrwała mi go z ręki! Do południa była przytomna i radosna, a wieczorem jak przyszłam, to zobaczyłam umierające dziecko! Uogólnione drgawki, temperatura 40,5 st. gronkowiec ją zżera, sepsa zabija....

Coś słyszałam o gronkowcu, jak pokonać go. Jakieś nowe odkrycie..., chyba olej...
To jest odmiana gronkowca MRSA, czyli zakażenie wewnątrz szpitalne!

Już mam. To olej z kolendry! Zabija lub ogranicza wzrost wielu groźnych bakterii,
w tym metycylinoopornego gronkowca złocistego (MRSA od ang. meticillin-resistant Staphylococcus aureus) czy pałeczki okrężnicy (Escherichia coli). Wyniki badań wskazują, że olejek kolendrowy uszkadza błonę otaczającą komórkę bakteryjną. Bariera między wnętrzem komórki a środowiskiem zewnętrznym zostaje przerwana, dochodzi też do zaburzenia podstawowych procesów życiowych, w tym oddychania, co ostatecznie prowadzi do śmierci mikroba, w tym metycylinoopornego gronkowca złocistego MRSA. Poczytaj tutaj:
http://wolnemedia.net/wiadomosci-ze-swiata/olejek-kolendrowy-na-zatrucia-i-lekoopornosc/

wtorek, 13 grudnia 2011

Dialog dziewiąty...


We wtorek była tracheostomia. Szyja obwiązana, rurka wystaje, respirator podłączony do rurki, bo Joasia nadal sama nie oddycha. Czy będzie kiedykolwiek mówić i jeść? Wciąż gorączkuje, ale bywa już częściej przytomna. Czasami odnoszę wrażenie, że porusza ustami - nie wiem czy chce coś mówić, czy to tylko spontaniczne reakcje układu nerwowego na ból, lub cokolwiek.... Wczoraj uniosła rękę, a dzisiaj miałam wrażenie, że chciała mnie poklepać po niej! Ale lekarz jeszcze nie każe zbytnio cieszyć się..... Nadal jest zagrożenie życia! Dziś miała kolonoskopię, jeszcze nie znam wyników, ale jest podejrzenie nowotworu jelita grubego. Jest gronkowiec w płucach, odleżyny w gardle po rurce  intubacyjnej, płyn w otrzewnej brzucha, no i  sepsa...! To chyba zbyt wiele do udźwignięcia dla tej kruszynki....
Wegetuję..... Jestem zgaszona, nie potrafię się uśmiechnąć nawet do pani w sklepie.... Zaczynam odczuwać ciężar tego potwornego bólu....
Przepraszam Marysiu, że milczałam. Przeraża mnie, że Ty i Asia tak macie... Wiem, że cierpisz, a czasami z bezradności czujesz nicość... Nie umiem pojąć, czemu niektórzy mają blisko cierpienie i kłopoty, a inni szybują jak błękitne ptaki, obok....,. wolni...  Ja nie rozumiem logiki Bożej....

Myślę, że życie tu jest jak hologram wobec wieczności i życia prawdziwego duszy. Ten kto „przechodzi” nie cierpi..., jemu jest zazwyczaj lepiej.... Tylko okrutni ludzie mogą się obawiać. Cierpimy tylko my..., których opuszczają ukochani. Jeśli Twojej Asi dane będzie udać się w wędrówkę do lepszej Rzeczywistości..... to na pewno będzie szczęśliwa. Kiedy żyjemy Duszą jesteśmy w pełni wiedzy. Tam, Asia będzie równie mądra jak Ty...., lub mądrzejsza. Pytanie tylko...., czy jeśli tak się stanie...., czy Ty pozwolisz jej odejść?

Powiedz, jak czuje się Asia?
Znowu jest podłączona pod respirator.
A była odłączona?
Tak już dwa dni.
Czyli było lepiej... A jeśli jest raz lepiej i raz gorzej, to ma się ku lepszemu...
Wyglądało na to, że idzie ku lepszemu.... niestety niewydolność oddechowa jest koszmarna.
Czy była świadoma jak była odłączona?
Poza tym, że jest przytomna i poznaje mnie (nawet dała mi buzi !!!), to stan somatyczny jest zatrważający. Temperatura, sepsa i to wszystko co jest „be” nakręca w niej ataki, a wtedy jest bezdech. Biegunka, wymioty, to wszystko jest nadal. Dziś dostała po raz trzeci krew.... jest potworna anemia! Opuchlizna zaczyna schodzić, ale już widać, że jest zanik mięśni. Pojawiło się też nowe „be” - jest porażenie nerwu lewej ręki - jak po udarze.
Zanik mięśni minie, a porażenie nie musi być porażeniem. Może to tylko bezruch albo ucisk? To też minie... Ćwiczenia... Dobrze ze schodzi opuchlizna, ona mnie najbardziej martwiła.
Ale brzuch nadal ma do piersi! Nadal jest wodobrzusze!
Hm... bo leży...? Krążenie...?
Nie, to jest to paskudztwo w jelicie grubym! Jest też gronkowiec w płucach.
Gronkowiec... też zwalczy. A to paskudztwo? Skąd to i czy na pewno?
Jeszcze nie ma wyników. Tuż przed kolonoskopią były krwiste biegunki, a to źle wróży.
Problemy brzuszne mogą być przez antybiotyki.
Z tego co wiem, to antybiotyk podawany wcześniej na anginę mógł spowodować lawinę. To już drugi miesiąc, a lekarze wciąż nie mogą tego zwalczyć.... jak było tak jest... no, może ciut ciut inaczej...
Sepsa to trochę sprawka szpitala... Jak Tata był w szpitalu, to sepsę miał jeden jego sąsiad. Zauważyłam, że oni w tej samej misce myli każdego! To jak się nie zarazić, kiedy każdy słaby? Ehhh... Myślę, że będzie lepiej. I nie ma żadnego raka..., wszystko to skutki sepsy, prawdopodobnie usuwalne, jak uda się ją pokonać.
Mów mi to stale! Potrzebuję tego! Dzięki za każde Twoje słowo, za każdy odruch serca...

Dialog ósmy...


Marysiu? Skąd to wodobrzusze u Asi? Może to z krążenia, bo leży?
Nie kochana, to sepsa....
Sepsa? Na OIOM-ie często jest sepsa, ale zwalczają ją... Chyba podają jakieś specjalne białko. A lekarze? Są dobrzy? Wiem, że martwiłaś się, że przewożą Asię do innego szpitala.
Tak, sepsa, nie mogą opanować zakażeń, rozkładają ręce.... Wciąż ma wysoką temperaturę, a to nakręca spiralę ataków. Życie z niej ucieka... Ona już nie walczy....
Walczy, tylko ma kryzys. Mówisz do niej?
Mówię jak najęta. Recytuję wierszyki, opowiadam co w domu, co jadłam, co zrobię. Głaszczę, tulę, pieszczę, masuję... 
To dla niej najpiękniejsze chwile dnia. Na pewno na nie czeka.
Tia.... czasem jak przyjdę, to właśnie ucina sobie drzemkę...
Walczy, tylko ma dużo barier, wiec i na razie mało skutecznie

Jeśli Joasia przeżyje to będzie „warzywko”....
A jeśli nie uda się... będziesz silna? Dla Asi? Bo Ona na pewno chce byś była szczęśliwa... mimo wszystko! Zresztą cokolwiek nastąpi... Asia zawsze będzie z Tobą... jako Twój Anioł.
Zaczynam być trochę spokojniejsza, to trwa już ponad 8 tygodni... weszłam jakby w kierat...
W zmęczeniu ogromnym jedna jest zaleta..., że nie ma sił na stres.

Tak, Joasia to Anioł! Dostałam od niej MIŁOŚĆ, tylko nie umiałam tego z początku nazwać, bałam się i trwożyłam jej chorobą....
Wiele przeszłaś...
Ale to właśnie jej choroba otworzyła mi oczy na miłość we mnie i różne rodzaje miłości wokół mnie .... To bardzo cenne!
Myślałam o Tobie, o Was... Jaka to musi być trwoga... spodziewać się lub nie... ataków... I widzieć dziecko własne im poddane....
Zawsze byłam bezsilna!
Właśnie..., to wielkie cierpienie. Chciałabym, byś już nie musiała tak się bać... Wiesz za to Cię podziwiam? Że mimo cierpienia i doświadczeń Ty się ubogacasz. Mnie doświadczenia łamią.
To miłość tak ubogaca! Tylko trzeba ją najpierw przyjąć - od siebie samego! To nie jest łatwe, bo najczęściej człowiek żąda. Miłość zaczyna się od dawania, nie od oczekiwania. Trzeba nad tym sporo popracować, ale wierz mi, nic już wtedy nie jest trudne ...

Dialog siódmy...


Maryniu,  jak się dziś Asia czuje? A Ty, jak?
Asia jest w głębokiej śpiączce, nieprzytomna, bez kontaktu.... Zero odruchów i reakcji... Jest tak opuchnięta, że upodabnia się do kulki... Odleżyna na uchu, zaczynają tworzyć się już odleżyny na nogach.... Z brzucha sączy się płyn z otrzewnej... Jest masakryczna biegunka... Życie z niej ucieka...
A mnie czekanie zabija.....
Serdecznie Cię przytulam.

Po tomografii komputerowej stwierdzono stłuszczenie wątroby, rzekomobłoniaste zapalenie jelita grubego w stanie wskazującym na rozwój nowotworu, zapalenie płuc, wodobrzusze, ogólne zakażenie organizmu. Joasia nie oddycha samodzielnie, nawet nie podejmuje prób. Podczas ataków dochodzi do zwolnienia akcji serca, dwa dni temu doszło do zatrzymania, wczoraj był długi bezdech. Dzisiaj lekarz poinformował mnie, że będą jej robić tracheostomię, czyli będą jej „podrzynać gardło”.... Będzie miała rurkę... O jedzeniu i mówieniu (jeśli przeżyje) można zapomnieć.... Ratują jej życie, ale widzę jak są bezsilni, otwarcie rozkładają ręce i mówią „to jest bardzo niepokojące”.... A ja już opadłam z sił...... Wegetuję....
Tracheotomia... to na jakiś czas..., potem Asia będzie mogła jeść i mówić... Zapalenie jelita nie musi przerodzić się w nowotwór... Zapalenie płuc.... bo leży...... Wodobrzusze... to złe... Sepsa... tak bywa, ale z tego wychodzi się.....
Nie wiem jak Ci pomóc... Nie rozumiem Boga.. Cierpią niewinni...... Cóż z tego, że potem są szczęśliwi... Wiem tylko jedno, że jak Bóg zechce, to Asia wyjdzie z tego.....

Wiem jak to jest, jak bliska i kochana osoba cierpi i zdaje się odchodzić. Wtedy jest koszmarnie. Pamiętam, jaka ja byłam bezradna...... Do końca miałam nadzieję, choć każde stąpniecie przyprawiało mnie o fizyczny ból i koszmarny lęk. Wiem, że to tak bolesne, że aż boje się sobie to przypominać. I Ty to wszystko, albo więcej czy inaczej, jakoś czujesz... W myślach Cię przytulam Maryniu..... Myślę o Tobie codziennie.. i o Asi..... Mama wciąż pyta o Was... Zawsze przypomina bym Cię pozdrowiła, bym przekazała, że Cię przytula. Tylko... na co Ci słowa, jak Twoje dziecko chore... i cierpisz... Maryniu wiem, że Bóg jest z Tobą......... Podziwiam Cię...
Za co? Za deprechę?
Jakimś cudem się trzymasz... Ale pewnie mało sił już masz.
Prawda, jestem bez sił, funkcjonuję jak automat...
Powiem tak.........., czasami myślałam, że gdybym mogła oddać życie,  to moje życie bez wartości, by Twoja Asia mogła żyć zdrowa... to chciałabym....


Dialog szósty...


Jest coraz gorzej - wdało się zakażenie, jest płyn w jamie otrzewnej brzucha - założono jej dreny... Wyniki posiewów na bakterie i markery nowotworowe będą dopiero za trzy dni....Wymiotuje... Zamiast sztucznego jedzonka przez sondę do żołądka - leci tylko treść żołądkowa z sondy do worka! Pielęgniarki nie nadążają zmieniać pampersów - biegunka leci z prędkością rakiety kosmicznej! Joasia jest bardzo opuchnięta, jak balon... Od twarzy po palce u stóp....
Po dwóch dniach wybudzania ze śpiączki ponownie ją uśpiono - jest nieprzytomna, bez świadomości i kontaktu. Mogę tylko do niej mówić, mówić, mówić....., tulić i głaskać... Mam nadzieję, że to czuje....
Lekarze nie kryją powagi stanu, ani swojej niemocy.... Wciąż powtarzają „trzeba poczekać...”
To już miesiąc. Czekanie... niewiedza... niemoc....
Jej potworne cierpienie...... i moja najczarniejsza depresja....


Śpiączka dobra..., bo przynajmniej nie czuje bólu. Ale w śpiączce słyszy... Choć jak pamiętam, odbiera się przez pryzmat własnych emocji jakby... Na pewno pomaga jej Twój dotyk, zapach, słowa... Ten posiew..., dobrze że zrobią... Sensownie antybiotyki podadzą. Co do markerów – pamiętaj, że nawet jak wyjdą, to niemiarodajne... Mnie też wyszły, a nie miałam raka. Pamiętam, że mój Tata miał biegunkę, nawet sepsę podejrzewali, ale to minęło po jakimś czasie. Martwi mnie to opuchnięcie, ale krążenie jest gorsze jak się leży... Zwłaszcza w chorobie poważnej.
Pisałam Ci wczoraj o racjonalizacji...., ale pamiętam, że tak się nie da... Po prostu jest wielki ból. Martwię się o Ciebie..., bo poza psychicznym wycieńczeniem Twoje ciało ani wypoczywa, ani nijak się nie wzmacnia. Pamiętaj, że powinnaś odpoczywać... Ja wiem, że bezradność jest straszna... Chyba najlepiej powiedzieć sobie... Wola Boża..., by poczuć jakąkolwiek ulgę... Ale to też jest niezmiernie trudne.


Dzięki za Twe ogromne ramiona. Bardzo pomocne są takie rozważania.... czyjeś przejścia i przemyślenia.
Wiesz..., ale ja się boje, że Cię jakoś urażę... Przecież to ogromny ból.... usłyszeć, że być może będzie lepiej osobie kochanej TAM! Sama dostawałam takie uwagi... i byłam wściekła..., bo ja chciałam ojca „TU”!
Wiem... Dla mnie to niewyobrażalne.... Nie mamy przecież wieści „stamtąd”.

Strasznie boli takie myślenie, jak brakuje nam ciała bliskiej osoby... Takiego kontaktu, jaki znaliśmy długo. Ale to nie znaczy, że go nie ma... Są tylko trudności komunikacyjne.
Wiesz, ja nie miałam takich doświadczeń, ale mam doświadczenie we własnym umieraniu trzy lata temu.... Ja krzyczałam! I nie chciałam umierać.....! Nie jestem chyba wyjątkiem, który przywiązany jest do swojej powłoki cielesnej. Bardzo cenię sobie doświadczanie życia i miłości którą mogę dawać i otrzymywać. Ale ja mam (tak myślę) mocno „pofałdowane zwoje mózgowe”, może jestem zbyt racjonalna...
Myślę o Joasi.... jej świat jest inny, nie od pojęcia przez nas, nie do dotknięcia ani spróbowania.... Sądzę, że nie jest w stanie dotknąć spraw tak, jak my potrafimy je rozważać.... Żyje bardziej fizycznie, nie duchowo.... Chociaż mogę się mylić.... Nie wiem....

Asia tak żyje tylko wtedy, gdy dominuje ciało fizyczne. Jeśli na przykład ma (jakby to ująć) kontakt z Bogiem, to dzieje się to bardzo świadomie. Gdy jest w śpiączce, też jest inaczej.
Rozmawiałam z kimś, kto był po śmierci klinicznej. Ta osoba miała dość spektakularne doświadczenia. Powiem w punktach to, co mi się przypomni:
1. świadomość tak jasna, jak nigdy wcześniej
2. poczucie wszechogarniającej miłości
3. retrospekcja
4. możliwość wyboru
5. wiedza... Ów człowiek mógł stawiać pytania i dostawał jasne odpowiedzi. Pytania dotyczące także trudnych problemów np. z dziedziny astronomii i natychmiast z łatwością to rozumiał. Umysł nie miał żadnych absolutnie przeszkód w percepcji.
6. po wybudzeniu wiedział, że to „wiedział”, ale tylko tyle... Sama mądrość „uciekla”. Tliła mu się też myśl o jakichś walących się wieżowcach. Jest z Gdyni, więc myślał, że to u niego będzie, a okazało się potem, że to był atak na WTC! On to wiedział wcześniej! Czasami zostaje coś mętnego, zaledwie świadomość wszechwiedzy, jaką się posiadało. I to ma każdy... Dlatego chyba Pitagoras, czy Platon mieli rację, że ciało to tylko wiezienie duszy, a ten byt jest tylko próbą, próbowaniem nas.

Poczekaj....., to jest przekaz osoby „normalnej”, rozumiejącej świat, ludzi, siebie, naturę, potrafiącej czytać, mówić, wykształconej (obojętnie w jakim stopniu). Czy znasz przekaz od osoby niepełnosprawnej intelektualnie, chorej psychicznie, lub głęboko upośledzonej? Masz przekazy od takich osób? To będzie dla mnie świadectwo..., że „tam” dla każdego jest równe miejsce, nie jak tu, na ziemi. Inaczej to spekulacje umysłu... Bo czy może spekulować umysł zaburzony, zniszczony?
Problem w tym, że osoba „niepełnosprawna” nie ma po „przebudzeniu” narzędzi, by to przekazać.
Właśnie.... Przekaz jest więc tylko niejako „dyskusyjny”. 


Uważam, że mózg to tylko narzędzie umysłu/duszy, a jednocześnie bariera, bo jeśli mózg ma problemy... to... Hmmm, powiedzmy, że masz geniusza.......Potem ma np. wypadek i pada mu mózg. Nie może przekazać nic bo stracił medium. Ale czy to dowód, że  jako osoba jest „pusty”?
Ludzie po wypadkach są ludźmi, którzy mieli wcześniej rozwinięty mózg, zdążyli zebrać wiedzę i doświadczenia... Mogą je przekazywać językiem zrozumiałym dla wszystkich. Nie znam przykładów osób, które funkcjonowały tu, na ziemi, w ciele „uszkodzonym” i potem nagle przekazywały treści, które nigdy nie były im dostępne wcześniej....
Bo pewnie nie prowadzi się takich badań.
Nie prowadzi się badań, bo z punktu widzenia nauki są niemiarodajne i nic nie wnoszą.
A jeśli to życie jest tylko przystankiem, próbą.......... i decydujemy się na przykład na takie doświadczenie, by tu być na bardzo niskim stopniu rozwoju?
Z punktu etyki.... to kwestia wyłącznie wiary...