Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ból. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ból. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 grudnia 2011

Dialog dwudziesty trzeci...


Dziękuję za Twoją obecność..... Samotność tak strasznie boli.... Płaczę....
Płacz Marysiu........ Ktoś powiedział: „roń łzy, ale nie płacz”
Nie chcę płakać! Ja chcę iść drogą od rozpaczy ku nadziei!

Dostałam linka do forum o stracie.... 
Aaa, takie forum ludzi, którzy mają podobne przeżycia.
Byłam tam, odwiedziłam też inne. Ja nie chcę rozczulać się nad sobą. Chcę przepracować stratę, a tego TAM się nie da! Wszędzie są tylko opisy dramatycznych historii i przeżycia, które ściskają żołądek i serce. Bardzo mało osób pisze, jak sobie radzi ze stratą dziecka.
Ja nie wiem, czy tak łatwo to przejść... Ale mam nadzieję, że ty potrafisz.
Ja też mogę założyć forum, pisać o swoich przeżyciach związanych z odejściem Joasi... tylko po co? JA ŻYJĘ i chcę „przepis” na to, jak żyć dalej..... bez NIEJ!
Wiesz Maryś..., to może załóż takie forum?
Ale po co? Użalać się?
Jak wyjść z żałoby, jak żyć pełnią? Załóż coś profesjonalnego, rzeczowego. Ty potrafisz pisać, masz interesujące myśli, wnioski... Jak mówić o stracie? Jak nie bać się? Jak pomóc takim osobom i jak zacząć żyć w nadziei i radości?
Nie wiem.... ludzi raczej kręci użalanie się nad sobą, a ja tego nie chcę....
Nie tylko gdy strata, ale może też, jak np.  jest choroba, niepełnosprawność. Masz w tym doświadczenie...
Z drugiej strony wiem, że ludzie odrzucają takie osoby.... To piekielnie trudne.
Właśnie..., odrzucają.... Zbierz więc całą energię bólu i ją wykorzystaj na tworzenie takiej pomocy.
Ludzi nakręca „prosto, łatwo i przyjemnie” a nie „trudno, pod górkę i ze łzami”
Wiesz, życie jest trudne... Ludzie się boją....
A czy Bóg obiecał nam, że będzie łatwo? I przyjemnie?
Czasami jest bardzo trudno, ale to zwykle Ci, co mają łatwiej są nieczuli.

Dialog dwudziesty drugi...


Wiesz Maryś..., ja w jakimś sensie nie do końca dopuszczam do siebie myśl, że Twoja Asia jest po tamtej stronie....
A ja wciąż myślę o tym, że w piątek ją przywiozę do domu.
Gdy zobaczyłam Ją na zdjęciu, taką maleńką przy tych świecach, to w jakimś sensie to do mnie dotarło...., że jej tu już nie ma....
Wiesz... jeśli mogę Ci o tym..., jeśli pozwolisz sobie radzić.... Ja długo wspominałam Tatę........ Bardzo bliski mi i kochany był. Znaczy, wciąż pamiętam, kocham, ale nie myślę wciąż..., nie rozpamiętuję, bo ja zwyczajnie rozchorowałam się cierpiąc tak bardzo. Chciałabym, byś Ty tego uniknęła. Byś myślała o tym, że ona jest i jakoś Ci towarzyszy, o tym, że jest tam szczęśliwa.
Nie umiem tego na razie pojąć, ani umysłem, ani ciałem.
Wiem... Domyślam się, że rozmyślanie czy rozmowa o niej, o Waszym życiu daje radość.. Chwile... jakby było jak dawniej...
Nie, to najczarniejsza deprecha! Ja chcę ją dotknąć, przytulić..., chcę ja usłyszeć!
No właśnie.......... próbuj więc unikać takich myśli...
Ale ja CHCĘ!
Tak, wiem że chcesz... Masz Ją nagraną gdzieś?
Gdzieś, na kasecie magnetofonowej...
A film?
Tak mam, na VHS. Muszę przegrać na płytkę.
No to masz...troszkę...
Mam oglądać i tęsknić????
Właśnie...., może lepiej nie oglądaj... Nie teraz...


Strasznie za nią tęsknię! O Boże, tak mi JEJ brakuje!
Wiem... Dlatego myśl o wszystkim..., buduj cele..., aby nie myśleć tylko o tym co jest. Czas, doświadczenia... ukoją sporo, bo życie jest okrutne... i trzeba jakoś trwać.
Nie! Tego bólu nic nie uleczy.... Czas nie leczy ran, on tylko przyzwyczaja do bólu...
Nie, leczy w czasie..., racjonalizujesz.. Nie tylko się przyzwyczajasz, no i jakoś zapominasz. Wolno, ale jednak.
Pogadamy jak przeżyjesz podobną traumę!
Wolę nie.....
Wiem, odwołałam się tylko do wyobraźni.
Kiedyś chciałam... dziś już nie chcę śmierci, wiele mnie to kosztowało.
Bo człowiek ma pragnienie życia! I myślę, że Asia też miała, nie chciała umierać!
W pewnym momencie zrozumiałam, że ja moim cierpieniem i upadaniem nic nie zmienię
Masz rację, nie zmienisz..., ale możesz zmienić swój stosunek do ... czegoś tam...
Wiesz.. ja nawet wąchałam ubrania, by poczuć zapach, albo zbierałam włosy na pamiątkę, domyślałam się myśli.... Właściwie to było samoudręczanie się, a nic to nie zmieniło..
Prawda, to tylko okaleczało twoją psyche.
Zamawiałam msze, jeździłam na cmentarz, próbowałam w snach szukać, etc. Wiem, że to nie jest właściwa droga, ale wiem też, że jakby znów zmarł ktoś bliski... robiłabym to samo, albo całkiem załamała się. Dlatego próbuję o tym nie myśleć.
To jest normalna reakcja na stratę. Trzeba myśleć i trzeba się z tym uporać. Nie myśląc pogrzebujemy własne emocje, dlatego staram się myśleć jak najwięcej, ale gubię się w tym JAK mam myśleć.
Potem zachorowałam. Nie chciałabym, byś Ty tak miała... pustka wokół mnie...

Myśl, że Asia jest..., czytaj lekturę na ten temat, myśl że Asia chce, abyś była zdrowa i szczęśliwa. Chyba........... dobrze jest wyobrazić sobie, że kiedyś ją spotkasz...
Wiesz, Asia była w pewnym sensie egoistką. Chciała mnie, jajecznicę, kiełbaskę i wafelka.
Ale teraz ma inna optykę... czuje się wolna od barier ciała.., poznaje wspaniały świat.
Nie potrafię sobie wyobrazić, by Joasia miała uczucia podobne do moich i myślała o mnie, tak jak ja myślałam o niej.
Dlatego powinnaś znaleźć lekturę właściwą, przybliżyć sobie jak jest „po”.
Na razie czytam o bólu i stracie dziecka, uczę się poznawać przeżycia.
Czytaj, jeśli to pomaga, ale czytaj równolegle też inne.
Nie wiem czy pomaga..., poznaję... i duszę się w bólu....

piątek, 16 grudnia 2011

Dialog dwudziesty pierwszy...


Bardzo podoba mi się to, co zrobiłaś na naszym portalu. Blog..., by ludzie poznali ... co czujesz, by się czegoś nauczyli... Napisałaś delikatnie i dosadnie. Może napisz, czego nie robią w tej sytuacji, a powinni.
Trochę się boję.
Wtedy ich poruszysz i zaczną gadać. Czemu się boisz? Co tracisz? Masz dar słowa Marysiu, pomóż im o tym pisać....
Chciałabym, ale „trędowatych” się omija.
Nie omija........., a może omija........ Ja właściwie  miewałam jak Ty. W tym najgorszym dole zostałam sama.
Ależ tak, omija..... Zobacz, co i jakie wpisy są na blogu. Większość to wielokropki i emotki... Jakby nie czuli i nie umieli mówić. A z pewnością komentują to wśród znajomych.
Bo... czują się onieśmieleni....., boją się urazić, czują się jakby niegodni.
To chyba nie tak...
Albo nie wiedzą, jakie słowa ukoją Twój ból.
Żadne nie ukoją, ale mogą pomóc spojrzeć inaczej na rzeczywistość.
Napisz więc o tym milczeniu na blogu. Nie....., Ty teraz cierpisz.....! I tak dzielna jesteś.
Omijanie...., milczenie... Właściwie naprawdę niewiele osób zachowuje się inaczej. Zwykle każdy próbuje uciec, boi się „trudnych rozmów”. Ma dość kłopotów, albo mało empatii.
Kłopoty są i zawsze będą, ale czy musimy być z nimi tak potwornie sami? Przecież dwie troski lżejsze niż jedna.

Dialog dwudziesty...


Marysiu? Ty nie czujesz....... Jej obecności?
Nie kochana, nie czuję.... Rozmawiam, proszę, by mi się przyśniła..... Nie przychodzi... Asia była Aniołem.... Dlaczego ten Anioł do mnie nie przychodzi...? Czyżbym była niegodna?
Przyjdzie. Właściwie jest, tylko cichutko. Daj Jej czas... Na pewno da Ci znak. Tymczasem szukaj Asi w Biblii. Proś ją o myśl dla siebie... Może Jej milczenie to znak, byś zbliżyła się do Boga?
Ja się w tym wszystkim po prostu gubię....
Spróbuj... Otwórz Biblię, nawet teraz i poproś, by Asia dała Ci myśl, jaką chciałaby Tobie przekazać.

Otworzyłam. Dzieje Apostolskie 11,1-24: Piotr usprawiedliwia w Jerozolimie chrzest pogan.
Hmmm, powiedz.... Asia była chrzczona?
Tak, nawet dwukrotnie! Nie mieliśmy pewności, więc ochrzciliśmy Joasię jeszcze raz. Miała wtedy ponad roczek.
Więc może to dla Ciebie znak... Może udaj się na Msze, kiedy będą chrzczone dzieci. Wtedy jest jakby odnowienie naszego chrztu.... Wiesz, ja nie chcę być niedelikatna..., ale może to droga, która Ci pomoże?
Czuję się taka pusta...
Bo jesteś wrzucona w dziwnie obcy świat. Świat bez sensu. Ale przecież tak naprawdę, on ma różne sensy... Trzeba go uporządkować...
Trudno to robić, kiedy rąk braknie. Czuję się „trędowata” ze swoim cierpieniem. Ludzie mnie omijają.
Nieprawda...
Tak..., tak....
Ludzie boją się, że ich słowa będą za obce dla Ciebie.
Każde słowo cieszy, byle nie było martwe swą pustotą.
Ludzie....... zwyczajnie nie potrafią........, choć chcą.
I to „nie potrafią” nie powinno walczyć z tym, że „chcą”. Potrafią, skoro chcą.

Ty widzisz teraz brak nadziei, bo Asia nie wróci. Ale... Asia... jest.....inaczej. I chce byś Ty była pełniej, bez cierpienia, bez pustki. Zobaczysz, jak bardzo będzie Cię wspierała. To Twój Anioł.
Wiesz, ja wciąż myślę, że Joasia to wolałby jajecznicę i kiełbaskę, wafelka i czekoladę, zalewajkę na obiad i kaszankę, szyneczkę na śniadanie i banana na deser.
Maryniu... Asia tam ma swoje przyjemności, tylko... jakby zdjęto jej zasłonkę......... Widzi bardziej wielowymiarowo...
To strasznie skomplikowane próbować odczuwać to, czego odczuć nie można.

Pamiętasz...,  miałaś ew. zorganizować audycję o Asi....
Tak? Coś obiecałam? Nie pamiętam... Ja wiele rzeczy teraz zapominam.
Nie obiecałaś, ale mówiłaś, że może to jest pomysł...Wtedy rozmawiałyśmy o białku, tym na sepsę. Może... zrób to....... Opowiedz o swoim bólu i o tym, że właśnie nie cisza, a rozmowy dają pewne ukojenie.
Sepsa.... To ona JĄ zabiła! 
Sepsę trudno wyleczyć. Szpital leczy coś, ale i niesie zagrożenia. Maryniu..... a może Asia... w  śpiączce widziała ten inny świat............. i wybrała go? Może chciała być wolna od chorób.... Nie chciała też żyć jak roślinka..., nie chciała obciążać Ciebie....., jakbyś miała ją widzieć tylko pod respiratorem...
Szpital JĄ zabił! Zakazili ją wieloma złożonymi szczepami bakterii szpitalnych i przez to nie można było leczyć choroby, z którą przyszła. Ratowali Jej życie, ale to były poczynania beznadziejne. Taki był finał.... śmierć!
Maryniu....

1. próbuj wierzyć, że Asia jest.., bo jest.

2. znajdź cel..., antidotum..

3. próbuj nie rozpamiętywać tego co było.... Myśl o Asi w innym wymiarze... Czytaj i spróbuj sobie wyjaśnić, jaka ona jest teraz.... i gdzie jest.

4. pamiętaj, że Asia chce byś była zdrowa, silna, a cierpienie osłabia, niszczy.

Dialog dziewiętnasty...


Byłam na naszym portalu. Czytałam Twojego bloga. Bardzo przejmujące są Twoje słowa Marysiu......Pełne boleści..., jakby wędrówka przez Tartar.... Bardzo bym chciała, byś zobaczyła jasność...., małe światełko nadziei i pokoju. Chciałabym potrafić odpowiedzieć Ci na pytania, jakie postawiłaś Asi... Na pewno dostaniesz na nie odpowiedź..... Zapytaj Boga..... Pytaj wciąż i zachłannie..., jakby Biblia była tłumaczem...., jakby w niej zawarta była odpowieźz... Bo jest, jeśli znajdziesz kod...
Myślę, że Asia myśli o Tobie. I bardzo boli ją Twój ból, który widzi. Długo będzie bardzo blisko, choć wprost nie będzie mogła Ci dać o tym znać. A właściwie.... będzie dawała, jeśli te znaki odczytasz... Kiedyś będzie coraz dalej..., ale zawsze pozostanie Twoim Aniołem....,. aż kiedyś spotkasz Ją.
Pytasz o niebo Asi......... jest ciepłe, błogie, magiczne, przyjazne i piękne. Mój Tata po śmierci powiedział... „jak tu pięknie, jak tu interesująco". To miejsce niezwykle bogate i barwne...  „tęczowy świat”, jak napisałaś w swoim blogu na naszym portalu.
Melodia....? Jest źródłem i wzorem niedoścignionym tego co mamy tu, na Ziemi.
Drzwi Asi....? Otwierają się na to, co jej sprawia szczęście...., dopełnia.... Asia się teraz uczy......., chłonie..... i wciąż przylatuje z tym do Ciebie, jakby chciała pochwalić się... „Mamo, wszystko jest takie proste...”. Jej fascynacja przeplata się wciąż z pragnieniem, byś nie cierpiała... Byś odnalazła wiele dłoni, które czekają na Twój życzliwy dotyk i promienny uśmiech.... I byś sama ich doświadczała.  Maryniu... ja wiem, że Twoje cierpienie przeogromne........ wybacz mi naiwne słowa..., ale ja tak jakoś to odbieram..... Serdecznie Cię przytulam.... Gapię się na zdjęcia Asi... Czuję, że Asia jest szczęśliwa..., kochana Kruszynka.....

Mówisz tak pięknie i mądrze, że powinno to być wskazówką dla innych...., dla tych którzy „taktownie” milczą.... Mówisz po prostu sercem. Płaczę....
Nie dziwię się.... Płacz chyba daje ulgę......
Nie daje.
Bo za wcześnie.. Wiele łez wylejesz jeszcze..

Trzymać JĄ w ramionach.... to byłaby ulga!
To sytuacja, z którą trudno się pogodzić..., zrozumieć...
Ja tego nie rozumiem!
Przecież nie będziesz jej trzymała w ramionach... Powoli, bardzo powoli przychodzi coś na kształt spokoju..

Ja teraz żyję ze świadomością, że jestem matką kilku garści prochu...!
Nie...., jesteś Matką Asi, której dusza jest tym czym była. A proch, ciało rozpadające się..... to akcydensy. Asia jest, tylko zupełnie inaczej.


Dialog osiemnasty...


Kochana, jestem u kresu... Padam na twarz. Nic nie czuję, oprócz bólu.
Uwierz Maryś..., że Asia jest szczęśliwa....
Nie umiem jeszcze pogodzić się z tym.
Tak.., to będzie trwało... Byłaś w wielkiej rozpaczy, panicznym lęku...
To było okropne cierpienie... Jej i moje.
Ale zauważ, że cierpiałaś tak bardzo i widziałaś jak Asia cierpi...
Ale nie dopuszczałam takiego finału... Żyłam nadzieją...
Wiem..., człowiek do końca ma nadzieję... Ja też nie dopuszczałam. Ale zobacz..., mówiłaś, że jeśli by żyła dłużej byłaby roślinką... A teraz nie cierpi i poznaje nowy, fascynujący świat. Cierpisz tylko TY, aż Ty..... Ale cierpiałabyś też jakby żyła w cierpieniu takim, jakiego ostatnio doświadczała.



Powiedz Maryś...., co jeszcze czujesz? Czy poza bólem i pustką......... jest coś?
Jestem gigantyczną, nieskończoną, bezbrzeżną pustką... Czuję się jak ściśnięta imadłem. Nie umiem mówić, nie umiem myśleć, nie umiem działać, trwam w zawieszeniu... Chciałabym zasnąć i obudzić się, kiedy przestanie BOLEĆ!
Maryniu..... tak nie będzie..., tego co jest nie zmienisz... Jedyne co możesz, to jakoś zniwelować swój Ból. Może praca i pasje Ci pomogą?



Maryniu, spróbuj myśleć o przyszłości..... Przecież możesz zacząć jakieś wielkie dzieło.... ku pamięci Asi... Spróbuj tak kultywować Asię. Na pewno będzie Ci wdzięczna... Spraw by narodziło się coś znów... dla Asi... Ty masz wielką osobowość, charyzmę....... 



Asia..., to nie ciało....., lecz dusza... wolna i  wieczna. Tobie też tylko narzędziem jest ciało.... Chciałabym, byś odnalazła radość życia. Asia na pewno też tego chce!
Dziękuję, rozmawiasz ze mną. Czuję się taka zraniona..... Z trudem uśmiecham się do ludzi....
Nie myślę lub zapominam, działam jak automat ...


No i brak słów....... Twoje cierpienie wielkie..., ale próbuj uciekać... żyć.... Wiem......... mówić łatwo. Słowa... Zaczęłam bać się słów......... Bo właściwie nawet jeśli znaczą wiele, to chyba mało mogą? Czy mogą nasze słowa ukoić Twój smutek?

czwartek, 15 grudnia 2011

Dialog siedemnasty...


Chcę zrozumieć sens bólu.... I nie umiem...
Zobacz, jak miał Abraham. Bóg kazał mu zabić własnego syna. Fakt, że odwołał w ostatnim momencie swoją prośbę. Sensem jest miłość do Boga, który jest Miłością. Bóg nie chce, byś straciła dziecko. Bóg chce, byś kochała mimo wszystko.
Ależ ja kocham mimo wszystko.... Całe moje życie tego dowodem...
By to wydarzenie nie sprawiło, że od Niego odejdziesz, że zaakceptujesz Jego decyzje.
Nie znam Jego decyzji...

Marysiu..., widać, Bóg zdecydował, że jesteś w stanie znieść jeszcze tę próbę. Zobacz..., Bóg w efekcie nie zabrał Izaaka  Abrahamowi...... Przeciwnie, potem dostał o wiele więcej [to w ... wymiarze ciala]. Ale w Twoim przypadku chodzi też o wymiar ducha. Istotności naszego istnienia.
Bóg wie, ile ja już przeszłam...
Tak naprawdę życie tu na ziemi jest tylko..........próbą..... Jest jakby hologramem prawdziwego życia. Bóg nie chce zabrać Ci Asi........... Ona jest dla Ciebie nadal, ale inaczej. I potem będzie zawsze z Tobą.
Nie umiem teraz „filozofować”...
Wiem, wiem...., ale inaczej zagubisz się w cierpieniu. A kiedyś i tak do tej myśli dojdziesz. Próbuj rozmawiać z Bogiem przez Biblię.
Nie chcę cierpieć, ale cierpię.
Żałoba jest nieunikniona...., ale próbuj znaleźć drogę...

Wiesz, Asia po kremacji była w domu....! Przez prawie całą dobę....!
W niektórych kulturach prochy bliskich mają swoje miejsce w  domu.... Ale u nas.....? Trudno chyba o to..., nawet na chwilę.....?
Udało mi się uzyskać osobisty odbiór urny i Asia pojechała z nami do domu. Przyjechał Kuzyn z W-wy i spał w pokoju, gdzie była urna.... Mówił.... „ja zawsze gadam z duchami...”. I nic nie odczuł.... Spał „jak zabity”, ze zmęczenia....
Bo to tylko prochy.... A Asia /jej dusza/ nie chciała zakłócać jego snu... To delikatna Dziewczyna.

Chciałam ich dotknąć...
Dotknęłaś?
Urna była jak zapieczętowana... Nie można było odkręcić wieczka.... Nie dotknęłam, nie widziałam...

Wiesz..., uważam że kremacja jest dobra... Przynajmniej nie myślisz o ciele pozostawionym.
To strasznie boli... Kilka godzin wcześniej dotykałam Jej ciała.... Było straszliwie zimne.... Mówiłam do niej.... „rozgrzeję cię... całym serduszkiem...”. Brałam jej dłonie w swoje ręce i rozcierając mówiłam „zrobię szuru-buru i zaraz będzie cieplutko”. Nie było...... 
Było ciepło duszy Asi........ Jej właściwemu sercu.
Głaskałam Ją, całowałam, przytulałam się... jakbym czekała na to, że lodowatość ukochanego ciałka zacznie tajać.....

Najgorsze było, jak zabierali trumnę.................. do pieca...... 
Co wtedy czułaś?
Wiedziałam, że nie ma już powrotu... 
Pokiwałam Jej ręką....
Jak zamknęły się drzwi za trumną to zapadłam się w nicość...
Podtrzymały mnie ręce bliskich....
Nie pamiętam, jak wyszłam z kaplicy....

Kilka godzin oczekiwania w przykaplicznej kawiarence... i ciepłą jeszcze urnę przytuliłam do serca...
Wtedy....  „wmurowało” mi nogi w podłogę... Nie mogłam zrobić kroku... w przyszłość bez NIEJ! Wszyscy wtedy jakby czuli, że to jest ten najcięższy dla mnie moment. Objęły mnie ręce najbliższych....

Dialog szesnasty...


Niebo ma nowego Anioła!

Boże... Maryniu bardzo Ci współczuję.... Ufałam, że będzie lepiej......... Ale może dla Asi to jest lepiej........ Nie czuje bólu, cierpienia... Jest  wolna i radosna... Ale pamiętaj, że jest... Asia... jest...... tylko inaczej!

Maryniu........ ja wiem.. to cholernie boli. Współczuję Ci bardzo... Ból będzie i pustka..., ale Ty musisz żyć i być zdrowa..
Ja po prostu wyję, okrutnie wyję!


To niedobra droga.... trwać w pamięci bolesnej. Asia chce byś żyła i była szczęśliwa.
Chcę i proszę, by dała mi znak, że jest radosna...... bez bólu i cierpienia.... Odczuwam tylko pustkę i  nicość.


Maryniu Asia jest. Ciało .... ono jest w nas najmniej ważne. Teraz będzie Twoim Aniołem, jak pisałaś. A kiedyś.... spotkacie się duszami. Pomyśl..., że ważne iż nie cierpi już...... Zwracaj uwagę na sny..., na pewno jakoś da Ci znać.... 


Marysiu... Ważne byś dbała o siebie teraz. Nie wiem..., może uważasz, że ja mówię głupoty...........  Ja wiem, że nie umiem w pełni wyobrazić sobie Twojego bólu...


Wiesz...... ja  w pewnym momencie zaczęłam oddalać myśli o drogich osobach, które odeszły...., bo to mnie zabijało....., a im nie mogłam w ten sposób pomóc. Teraz...  ważne jest, jak sobie poradzisz sama ze sobą..., z tą stratą...., bólem....

To jest potworny BÓL! On mnie uniecestewia!
Wiem, ale Ty musisz się temu przeciwstawić.
Jak?


Myślą. Jeśli będziesz wchodziła w cierpienie......... zachorujesz, jak ja.

1. Myśl, że Asi jest teraz dobrze.

2. Myśl, że Asia jest! Asia jest, tylko inaczej.... I ma trudności z porozumiewaniem się z Tobą. Ale jestem pewna, że jest obok i Cię przytula duszą. Asia Cię kocha i chce byś była szczęśliwa. Asia chce byś była zdrowa.

3. Uświadom sobie, że to właśnie duchowa natura jest naszą właściwą naturą.

Asia nie chce byś cierpiała.
Wiem... Asia  powiedziałaby na moje łzy „przepraszam, już nie będę...”


Tak......... Asię bardzo boli, że płaczesz! A ona nic nie może.... Posłuchaj, powiedz na głos Asi co czujesz.... Powiedz do niej, że  wiesz, że jest... i że ją kochasz. Powiedz, że będziesz dla niej starała się nie cierpieć... Mów do niej....., bo ona jest i nie do końca rozumie..., dlaczego teraz nie czuje bólu, dlaczego mama płacze...
Mówiłam... prosiłam o znak.... i nic!  Nawet mi się nie śni!!!!!!

Sorry... nie umiem myśleć...

Dziś pochowałam Joasię.....Wyję i chce mi się wyć!!!!!!!!!

......bardzo współczuję... Marysiu może zrób sobie drinka?
Już wypiłam.... I jestem w nicości... Obijam się o ściany.... Jestem odmóżdżona.... 


Wyję..., po prostu wyję.............................................................. !

Dialog czternasty....


Od dwóch dni Joasia jest wydolna oddechowo i przeniesiono ją na Neurologię. Leży jak roślinka wśród plątaniny kabli..... Kiedy przyszłam dziś popołudniu - dusiła się.... Natychmiast zawołałam lekarza, wezwano też lekarzy z OIOM-u i rozpoczęła się reanimacja..... Stałam z boku i widziałam wsio..... Łzy wielkości grochu spadały na podłogę.....
Kiedy chwyciła oddech zaczęto masaż serca......  Zapomniano w tym wszystkim wyprosić mnie standardowo z pokoju..... Dopiero po wszystkim, kiedy podłączano aparaturę wyproszono mnie.....

Muszę się liczyć z tym, że tej walki Asia nie wygra..... Jeśli przeżyje będzie wegetować jak „warzywko”..... Nigdy nie wróci do domu.....! Nie przemówi, nie zje ulubionej jajecznicy, nie zaśpiewa i nie zatańczy, nie wsiądzie na konia i nie popływa..... Łóżko i aparatura.... sondy i ssaki..... To będzie Jej życie, a raczej trwanie....

A ja...................... Ja już nie mam sił........

Boże! Współczuję Tobie..... to ogromny lęk... Maryniu..., przytulam Cię serdecznie. Masz straszny czas....  Wiem, że bywa tak, że jest reanimacja i potem........... udaje się uratować kogoś... i zdrowieje.
Ale... może być i inaczej....... Jeśli naprawdę ma być tak, że Asia byłaby jak roślinka.........., to może Ona sama zdecydowała, że...... nie chce tak? Ja wierzę, że teraz... Ona może podjąć decyzję... Może Ona chce już wypocząć......? A może walczy.......?
Ech, nawet nie wiem... jak Ci pomóc.......... Żadne słowo nie ma wartości... Ty cierpisz...... ogromnie....

Cierpię.... Nawet nie wiesz, jak ogromnie....
To nieuniknione - stan terminalny..... Tydzień? Miesiąc? Więcej? Ile przetrwa ta „roślinka”?
Choć człowiekiem była mi zawsze! WIELKIM!, to modlę się już o łaskę śmierci dla niej. Łagodnej i bez cierpienia.... Była mi darem, którego wymiar teraz dopiero doceniam... Mimo choroby, niepełnosprawności, Joasia była dla mnie ZAWSZE kimś wyjątkowym! Czasem jej wręcz zazdrościłam..... tego luksusu „brania” życia.... Miała wszystko, co tylko zachciała! Kochałam, kocham i będę Ją kochać.....


środa, 14 grudnia 2011

Dialog trzynasty...


Totalna niemoc...
Musisz czuć się koszmarnie....
Stan terminalny..... TO mówi wszystko....! Jeśli Joasia cudem przeżyje, to będzie tylko CIAŁEM!
To zdanie lekarzy?
To fakt! FIZYCZNY! Joasia NIDGY nie będzie mówić, oddychać samodzielnie, jeść, nie mówiąc o poruszaniu się!
Czy lekarze uważają, że nie ma szans by podjęła oddychanie?
W tym przypadku nie ma hipotez! Są fakty nieodwracalnego uszkodzenia mózgu i sepsy, która ją zabija. Lekarze uważają, że ACP nie ma potrzeby podawać.
Skazali ją bez próby?
Dołączyły się też nowe szczepy bakterii szpitalnych, tak samo nie-leczalne, jak MRSA.

Ja już nie mam sił..... Ja po prostu trwam...., egzystuję.... jak automat....
I obyś potem nie padła...
Jak padnę, to będę się czołgać......
To niepotrzebne. Musisz dbać o siebie.
Najgorsze jest to, że zaczynam tracić pamięć..... Czasem krążę po osiedlu, by znaleźć samochód..... W domu przewracam się o bałagan. Nic mi się nie chce, czasem nawet wykąpać.... Jedzenie...., nie mam sił by myśleć o jedzeniu i jakichś zakupach. Po prostu.... trwam.... Najlepiej by było, gdyby mnie też uśpili, i obudzili jak już będzie po wszystkim...
Jesteś w depresji..
Zdecydowanie TAK!
Martwię się o Ciebie. Dla jakiejś równowagi znajdź sobie oazę...
Wszystko, co miłe, mnie teraz mierzi..... Potrzebuję ukojenia, którego chyba nikt i nic nie jest w stanie mi dać....
Więc o czymkolwiek..., by nie myśleć o tym, co najbardziej boli.
Ja mam pustą głowę!  Nie wiem, o czym można myśleć!

Dialog dwunasty...


Joasia podjęła próbę samodzielnego oddychania!!! Jak wytrwa dalej, to odłączą respirator! Cieszę się okrutnie, jednak radość przysłania wizja Jej egzystencji jako „warzywka”.....
Mam doła....., potężnego..... I chyba jestem u kresu sił.... 
Dwa dni miałam skrzydła u ramion..., dziś z hukiem opadły... Wszystko pękło! Jesteśmy w punkcie wyjścia..... znowuuuuuuu! Już nie mam sił... Sepsa ją zabija!
Niebo granatowe tylko widzę... Ja umieram, razem z nią.............. Dziś od dłuższego czasu poleciały mi łzy........... tyle ich wypłakałam, że oczodoły były suche..... 

Co się działo? Asia oddychała sama?

Asia zaczęła sama oddychać, odłączyli respirator i przenieśli na Neurologię. Była raptem dwa dni. Dziś do południa było tak jak wczoraj, nawet już sama jadła! Wyrwała sobie sondę, więc poprosiłam, żeby spróbować ją karmić. No i jadła kaszkę, piła wodę, a wczoraj nawet wsunęła żarłocznie banana! Prawie wyrwała mi go z ręki! Do południa była przytomna i radosna, a wieczorem jak przyszłam, to zobaczyłam umierające dziecko! Uogólnione drgawki, temperatura 40,5 st. gronkowiec ją zżera, sepsa zabija....

Coś słyszałam o gronkowcu, jak pokonać go. Jakieś nowe odkrycie..., chyba olej...
To jest odmiana gronkowca MRSA, czyli zakażenie wewnątrz szpitalne!

Już mam. To olej z kolendry! Zabija lub ogranicza wzrost wielu groźnych bakterii,
w tym metycylinoopornego gronkowca złocistego (MRSA od ang. meticillin-resistant Staphylococcus aureus) czy pałeczki okrężnicy (Escherichia coli). Wyniki badań wskazują, że olejek kolendrowy uszkadza błonę otaczającą komórkę bakteryjną. Bariera między wnętrzem komórki a środowiskiem zewnętrznym zostaje przerwana, dochodzi też do zaburzenia podstawowych procesów życiowych, w tym oddychania, co ostatecznie prowadzi do śmierci mikroba, w tym metycylinoopornego gronkowca złocistego MRSA. Poczytaj tutaj:
http://wolnemedia.net/wiadomosci-ze-swiata/olejek-kolendrowy-na-zatrucia-i-lekoopornosc/

wtorek, 13 grudnia 2011

Dialog szósty...


Jest coraz gorzej - wdało się zakażenie, jest płyn w jamie otrzewnej brzucha - założono jej dreny... Wyniki posiewów na bakterie i markery nowotworowe będą dopiero za trzy dni....Wymiotuje... Zamiast sztucznego jedzonka przez sondę do żołądka - leci tylko treść żołądkowa z sondy do worka! Pielęgniarki nie nadążają zmieniać pampersów - biegunka leci z prędkością rakiety kosmicznej! Joasia jest bardzo opuchnięta, jak balon... Od twarzy po palce u stóp....
Po dwóch dniach wybudzania ze śpiączki ponownie ją uśpiono - jest nieprzytomna, bez świadomości i kontaktu. Mogę tylko do niej mówić, mówić, mówić....., tulić i głaskać... Mam nadzieję, że to czuje....
Lekarze nie kryją powagi stanu, ani swojej niemocy.... Wciąż powtarzają „trzeba poczekać...”
To już miesiąc. Czekanie... niewiedza... niemoc....
Jej potworne cierpienie...... i moja najczarniejsza depresja....


Śpiączka dobra..., bo przynajmniej nie czuje bólu. Ale w śpiączce słyszy... Choć jak pamiętam, odbiera się przez pryzmat własnych emocji jakby... Na pewno pomaga jej Twój dotyk, zapach, słowa... Ten posiew..., dobrze że zrobią... Sensownie antybiotyki podadzą. Co do markerów – pamiętaj, że nawet jak wyjdą, to niemiarodajne... Mnie też wyszły, a nie miałam raka. Pamiętam, że mój Tata miał biegunkę, nawet sepsę podejrzewali, ale to minęło po jakimś czasie. Martwi mnie to opuchnięcie, ale krążenie jest gorsze jak się leży... Zwłaszcza w chorobie poważnej.
Pisałam Ci wczoraj o racjonalizacji...., ale pamiętam, że tak się nie da... Po prostu jest wielki ból. Martwię się o Ciebie..., bo poza psychicznym wycieńczeniem Twoje ciało ani wypoczywa, ani nijak się nie wzmacnia. Pamiętaj, że powinnaś odpoczywać... Ja wiem, że bezradność jest straszna... Chyba najlepiej powiedzieć sobie... Wola Boża..., by poczuć jakąkolwiek ulgę... Ale to też jest niezmiernie trudne.


Dzięki za Twe ogromne ramiona. Bardzo pomocne są takie rozważania.... czyjeś przejścia i przemyślenia.
Wiesz..., ale ja się boje, że Cię jakoś urażę... Przecież to ogromny ból.... usłyszeć, że być może będzie lepiej osobie kochanej TAM! Sama dostawałam takie uwagi... i byłam wściekła..., bo ja chciałam ojca „TU”!
Wiem... Dla mnie to niewyobrażalne.... Nie mamy przecież wieści „stamtąd”.

Strasznie boli takie myślenie, jak brakuje nam ciała bliskiej osoby... Takiego kontaktu, jaki znaliśmy długo. Ale to nie znaczy, że go nie ma... Są tylko trudności komunikacyjne.
Wiesz, ja nie miałam takich doświadczeń, ale mam doświadczenie we własnym umieraniu trzy lata temu.... Ja krzyczałam! I nie chciałam umierać.....! Nie jestem chyba wyjątkiem, który przywiązany jest do swojej powłoki cielesnej. Bardzo cenię sobie doświadczanie życia i miłości którą mogę dawać i otrzymywać. Ale ja mam (tak myślę) mocno „pofałdowane zwoje mózgowe”, może jestem zbyt racjonalna...
Myślę o Joasi.... jej świat jest inny, nie od pojęcia przez nas, nie do dotknięcia ani spróbowania.... Sądzę, że nie jest w stanie dotknąć spraw tak, jak my potrafimy je rozważać.... Żyje bardziej fizycznie, nie duchowo.... Chociaż mogę się mylić.... Nie wiem....

Asia tak żyje tylko wtedy, gdy dominuje ciało fizyczne. Jeśli na przykład ma (jakby to ująć) kontakt z Bogiem, to dzieje się to bardzo świadomie. Gdy jest w śpiączce, też jest inaczej.
Rozmawiałam z kimś, kto był po śmierci klinicznej. Ta osoba miała dość spektakularne doświadczenia. Powiem w punktach to, co mi się przypomni:
1. świadomość tak jasna, jak nigdy wcześniej
2. poczucie wszechogarniającej miłości
3. retrospekcja
4. możliwość wyboru
5. wiedza... Ów człowiek mógł stawiać pytania i dostawał jasne odpowiedzi. Pytania dotyczące także trudnych problemów np. z dziedziny astronomii i natychmiast z łatwością to rozumiał. Umysł nie miał żadnych absolutnie przeszkód w percepcji.
6. po wybudzeniu wiedział, że to „wiedział”, ale tylko tyle... Sama mądrość „uciekla”. Tliła mu się też myśl o jakichś walących się wieżowcach. Jest z Gdyni, więc myślał, że to u niego będzie, a okazało się potem, że to był atak na WTC! On to wiedział wcześniej! Czasami zostaje coś mętnego, zaledwie świadomość wszechwiedzy, jaką się posiadało. I to ma każdy... Dlatego chyba Pitagoras, czy Platon mieli rację, że ciało to tylko wiezienie duszy, a ten byt jest tylko próbą, próbowaniem nas.

Poczekaj....., to jest przekaz osoby „normalnej”, rozumiejącej świat, ludzi, siebie, naturę, potrafiącej czytać, mówić, wykształconej (obojętnie w jakim stopniu). Czy znasz przekaz od osoby niepełnosprawnej intelektualnie, chorej psychicznie, lub głęboko upośledzonej? Masz przekazy od takich osób? To będzie dla mnie świadectwo..., że „tam” dla każdego jest równe miejsce, nie jak tu, na ziemi. Inaczej to spekulacje umysłu... Bo czy może spekulować umysł zaburzony, zniszczony?
Problem w tym, że osoba „niepełnosprawna” nie ma po „przebudzeniu” narzędzi, by to przekazać.
Właśnie.... Przekaz jest więc tylko niejako „dyskusyjny”. 


Uważam, że mózg to tylko narzędzie umysłu/duszy, a jednocześnie bariera, bo jeśli mózg ma problemy... to... Hmmm, powiedzmy, że masz geniusza.......Potem ma np. wypadek i pada mu mózg. Nie może przekazać nic bo stracił medium. Ale czy to dowód, że  jako osoba jest „pusty”?
Ludzie po wypadkach są ludźmi, którzy mieli wcześniej rozwinięty mózg, zdążyli zebrać wiedzę i doświadczenia... Mogą je przekazywać językiem zrozumiałym dla wszystkich. Nie znam przykładów osób, które funkcjonowały tu, na ziemi, w ciele „uszkodzonym” i potem nagle przekazywały treści, które nigdy nie były im dostępne wcześniej....
Bo pewnie nie prowadzi się takich badań.
Nie prowadzi się badań, bo z punktu widzenia nauki są niemiarodajne i nic nie wnoszą.
A jeśli to życie jest tylko przystankiem, próbą.......... i decydujemy się na przykład na takie doświadczenie, by tu być na bardzo niskim stopniu rozwoju?
Z punktu etyki.... to kwestia wyłącznie wiary...

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Dialog piąty...


Dziś Joasię przewieziono na OIOM do Zielonej Góry. Koszmarny oddział, zbiorowa sala, żadnej intymności.... nawet nie można w intymności przeżywać swego bólu....
.
Joasia umiera.....! Nie umiem pogodzić się z Jej odejściem....! 

Widzę, jak bardzo cierpi! To okrutnie boli! Przede wszystkim zaś widzę bezradność lekarzy.....
A ja............. jestem otulona niemocą, w kokonie kiru...
Depresja..... !
Potworna.... !
Jestem w rozpaczy, ból rozsadza mi serce....
Nic nie mogę....!
Widzę potworne cierpienie Joasi..... i niemoc lekarzy....
Czy po to mam mózg, żeby nie wiedzieć?
Gubię się w pojmowaniu łaski...., dobra...
Cierpię.... !
Potwornie.....!

Droga Maryniu...  Długo zastanawiałam się, co powiedziać... Wiem, że cierpisz ogromnie i każde moje słowo może dawać Tobie nowe rany. Myślę, że jedyne co możesz, to polecić Asię i siebie Bogu......
Troszkę przeszłam i wiem, że bunt jaki we mnie powstał, czy też „głębokie i cierniste” wchodzenie w to, co się działo nic mi nie dawało. Był tylko narastający ból. Nie wiem, czy wtedy myślałam o Tacie, czy bardziej o sobie, pozbawianej życia ukochanej osoby.... Teraz, po latach myślę, że On TAM, po tamtej stronie, jest szczęśliwszy, bo już nie cierpi. Spełnia swoje marzenia i rozwija się... Wierzę, że Bóg pokazał mojemu Ojcu alternatywy..... żyć w cierpieniu czy wyzwolić się.... I On sam wybrał... Mój Tata dawał nam niezwykle znaki obecności, a swojej ukochanej siostrze, która miała dar widzenia powiedział zaraz po przejściu: „jak tu pięknie, jak tu interesująco”... Był zachwycony. Tak naprawdę świat tu, jest mniej realny, niż ten TAM...

Śmierci nie ma. Jest tylko wyswobodzenie duszy z niedomagającego  ciała. Po przejściu jesteśmy, choć inaczej. Widzimy cierpienie i tęsknoty swoich bliskich. Problemy są tylko z komunikacją....
Pamiętaj jednak, że nic do końca nie jest przesądzone. Może dokonać się cud i Asia wyzdrowieje......., albo Bóg uzna, że lepiej jej będzie TAM, bo mimo wielkiej Twojej miłości, w tym życiu Bóg dał Asi trud i boleść. Nie wierzę w reinkarnację, ale chyba wierzę, że każdy pozwolił Bogu, by wybrał mu życie najlepsze do rozwoju w perspektywie nieskończoności naszej egzystencji.
Być może, pełne bólu życie Asi, jest jej darem, który dała sobą, by inni stawali się pełni miłości?
Najtrudniej tak żyć, ale Bóg każdemu dał wolny wybór. I Ona wyraziła zapewne na to zgodę, zanim się narodziła... Wiem, że ludzie  w takich granicznych chwilach, mają wybór... Asia na pewno sama wybierze. Ale nawet jeśli wybierze przejście, to zawsze będzie Twoją Strażniczką. Twoim Aniołem. Będzie blisko... Na pewno chce, byś Ty była radosna i szczęśliwa. Wierz mi, Asia jest Piękną Dziewczyną, która daje Miłość... Cokolwiek by się stało........ pomyśl, że to decyzja Asi i Boga.

Pytasz o łaskę.... Bóg ma inną logikę... Bóg patrzy, co nam pomoże w życiu nieskończonym i rozwoju do Niego. Pozwala na cierpienie, by nas uszlachetniało. Prosi by dbać, byśmy nie stracili miłości i wiary... mimo cierpienia. Chyba mówię truizmy....  Takie odczucia miałam, gdy byłam zbuntowana, zrozpaczona...  Ale bywały chwile olśnienia, kiedy to wszystko budowało sens.....
Łaski..... ona bywają bardzo trudne...., ale te - dają wielki splendor dla ducha. Spróbuj nie myśleć po ludzku...... Trudno jest myśleć duszą, a nie ciałem. Wiem, że trudno Ci tak myśleć...... Ja nie potrafiłam....... Ale Ty jesteś wyjątkowa i bardzo mądra.
Podziwiam Cię Maryniu, że potrafiłaś dotąd z uśmiechem pokonywać smutki i dramaty życia... Jesteś wybrańcem Boga... On jest blisko Ciebie.... Dobrem jest Asia, dobrem jesteś Ty....

Przytulam Cię Maryniu.... ja i inni, którzy o Tobie myślą, z modlitwą i ciepłem.... Mam nadzieję, że nie zraniłam Cię moim chaotycznym gadaniem. Tak to czułam. Czekam na Ciebie. Bardzo bym chciała, byś przyniosła dobre wieści....

Dialog czwarty...


Maryniu, Ty pewnie padasz i śpisz... Masz pozdrowienia od Xaviera. On zawsze Ciebie i Asię pozdrawia i życzy otuchy... Aaa, jeszcze jedno... Pokazywałam mojej Mamie zdjęcie Twoje i Asi... Mama uważa, że Asia jest piękną dziewczyną. Ona też pozdrawia Was serdecznie.

Wiedzieć, że ktoś myśli, martwi się i troska..... to tak bardzo mi teraz potrzebne! Ja po prostu jestem sama z tym potwornym bólem.... Otulona bezradnością, niemocą, w kokonie kiru...

Dziś u Joasi rozpoczęto dziś sedację, czyli proces powolnego wychodzenia ze śpiączki. Nowe leki wprowadzone, stopniowo zwiększają dawki, a mimo to nadal cały czas nią „trzepie”. W poniedziałek na krótko wyjęto ponownie rurkę – i znów (to już drugi raz!) nie podjęła próby samodzielnego oddychania. Dławi się własną śliną - nie ma odruchów łykania i kasłania. Ponownie podłączono więc respirator. Żyje tylko dzięki sztucznym płucom, sztucznemu sercu i lekom podtrzymującym funkcje życiowe...
Cała ta aparatura mnie przeraża, jeszcze bardziej zaś to, że widzę bezradność lekarzy.... Dzisiaj Asia raz spojrzała na mnie.... chyba świadomie i przytomnie.... !!! Zaraz potem długo kręciła głową „nie, nie, nie...”. Potem był potworny grymas bólu na twarzy i na pytanie „czy coś ją boli” kiwała głową „tak, tak, tak...” Nie wiem, na ile to są świadome odpowiedzi, a na ile przypadkowe, ale poryczałam się jak bóbr....
Po przeszło dwóch tygodniach śpiączki położono Joasię wreszcie na materac przeciwodleżynowy!!! Ja, w dniu przyjęcia Jej na OIOM zakupiłam własne środki do pielęgnacji odleżyn i dostarczyłam do szpitala, ale pomimo to ma już odleżyny - pierwsza pojawiła się na uchu! Poza tym Asia jest bardzo opuchnięta - być może to kwestia „nieudolnego” tzw. wkłucia centralnego (bezpośrednio do serca) i zaburzonego krążenia, a być może co innego.... To też z pewnością sprawia jej ból, wiem jak mnie bolą spuchnięte nogi....
Dziękuję, że jesteś ze mną..... Uściskaj mamę, za wszystkie Jej ciepłe słowa, pozdrów Xavier’a.... Kocham Was...
P.S. Obejrzałam dziś klip wideo, który mi przesłałaś.... Nie przemówił do mnie.... Zupełnie....!Chciałam nawet go wyłączyć..... Wiem, że życie jest piękne...., że jest cudem! Ale w bólu, piękno ma inny wymiar.... Człowiek w pełni świadomy swego istnienia walczy o przetrwanie, walczy o życie.... Ja nie wiem, jak widzi świat Joasia. Czy... i jak walczy.....? To jest mój ból. Potworny....!  Jej ból z pewnością jest inny....

Droga Maryniu, pamiętaj, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.... Nie dziwię się Twojemu ogromnemu smutkowi i trwodze. Wiem, że trudno słuchać muzy, czy myśleć o odrobinie radości, gdy ktoś bliski cierpi. Trudno istnieć, gdy istnienie spowija mrok i łzy... Boli mnie, że Asia musi to znosić, i że Ty, już tak doświadczana... znów cierpisz... Nie umiem tego zrozumieć... Serdecznie Cię do serca przytulam... My też Was kochamy....

Dialog trzeci...


Jak dokładnie to się stało, że wpadła w ten stan? Po ataku?
Tak, było ich tak dużo..., jeden za drugim... Nazywają to napady gromadne, a potem już jest stan padaczkowy i zagrożenie bezpośrednie dla życia. To właśnie jest teraz! 
Tym bardziej myślę, że jest w stanie lęku. Ona pewnie boi się i cierpienia, i czegoś, co jakoś zaboli. Ucieka w siebie, w świat snu...

A ból? Co Asię boli? Czemu morfina?
Lekarze też widzą jak cierpi, ponadto ponoć również dlatego, żeby gardło od rurki tak nie bolało...
Morfina zresztą pewnie oprócz uśmierzenia bólu daje... nie wiem.... wizje? Tylko, że jeśli to jakieś cierpienie wynikające ze strachu.... i jeszcze morfina..., to może ma zwielokrotnienie „wizji” dla niej bolesnych? 
Nie wiem, ja po morfinie miałam „jazdę” dołem i górą, nie do powstrzymania... Chyba jestem uczulona na nią...

Jak długo poprzednim razem Asia była w śpiączce?
1,5 miesiąca, wyszła z OIOM-u na tydzień i z powrotem wróciła na 1,5 miesiąca. 
Kurcze..., obie się nacierpiałyście...
Baaardzo.... !

Ale myślę tak... to znaczy, że to mija... Trzeba potem jakoś temu zapobiegać... Może można do uzdrowicieli?
Drugi zawał też czasem mija...., niekiedy razem z życiem!!!
To się nazywa zawał? 
Stan padaczkowy pod względem spustoszenia w organizmie jest porównywalny do zawału.
Maryniu bądź dobrej myśli... Lekarze czasami latami szukają wyjścia, a po latach samo się pojawia.

Wczoraj miała ciśnienie 217/135! Wariowało serce i oddech! Dzisiaj miała 207/145! Tętno ma w granicach 123. Przecież ją od środka rozsadza! Myślisz, że to nie boli?
Nie można tego obniżyć?
Wciąż próbują...
Rozumiem..., to pewnie boli..., bardzo. Ale czemu nie daje się obniżyć...? Rozumiem, że to może spowodować wylew? 
Jej to ciśnienie idzie w górę podczas ataków, a praktycznie to Asia z nich nie wychodzi - ma jeden za drugim....
Przepraszam, tylko Cię denerwuję...
Nie, jak też, jak ten niedouczony „lekarz” próbuję szukać rozwiązania.
Kiedyś oglądałam film oparty na faktach autentycznych..., jak to rodzice dociekali..., jak wyleczyli swoje dziecko, choć lekarze nie dawali szans. Determinacja czasami bardzo pomaga geniuszowi. Czasami rozwiązania są proste, najczęściej ...

Dialog drugi...


Jak się czuje Asia? Jak ty się czujesz?
Ja już nie mam sił... Asię wprowadzono w głęboką śpiączkę, odstawiono wszystkie leki, za dwie doby zacznie się modyfikacja leczenia....

W śpiączce podobno regeneruje się organizm. Mów do Asi jak jesteś, w śpiączce słyszy się.... Mów... obudzi się!
Asia po prostu leży...., pod tymi koszmarnymi rurami....! Jedyne co mogę, to głaskać ją i mówić do niej..... Nie mogę patrzeć na jej łzy, serce mi krwawi.....! Wiem, że cierpi, mimo morfiny!

Nie.., jak jest w śpiączce, to nie czuje bólu, tak mi mówili.
To skąd te łzy i grymasy bólu na twarzy?

To jej sny..., albo psychiczny smutek. Może wie, że Ty cierpisz, czuje to... Wtedy postrzeganie jest o wiele szersze, choć inne, czasami metaforyczne. Czytałam kiedyś o tym. Ktoś na przykład „śnił”, że toczy się wojna wokół i bał się otworzyć oczy. Nie budził się, bo się bał.
Może tak mają ludzie „normalni”, ale Asia jest inna, ma inny mózg...

Myślę, że niekoniecznie. Posłuchaj... dziecko było w śpiączce... nie wiedzieli co czynić. Wpadli na pomysł, że się boi........... i położyli je na matce... Dziecko czując jej znajomy zapach i dotyk, obudziło się... To jest inne postrzeganie. Uspakajaj Asię.
Cały czas to robię
Niech czuje Ciebie. No... i myślę, że to poskutkuje.